wtorek, 11 sierpnia 2015

- I co o tym myślisz? - mama przerzuciła swoje brązowe włosy do tyłu.
Popatrzyłam na wielki budynek, który wznosił się przede mną. Wyglądał jak z horroru. Brrr.
- Extra. - bąknęłam, wysiadając z auta. Bądź co bądź internat Fixis miał samych zmiennokształtnych, jak ja, ale myśl że będę poza domem przez najbliższe 2 lata, naprawiało mnie smutkiem i niepokojem. Tęskniłam za swoim przytulnym, ciepłym pokojem.
Mama popatrzyła na mnie kątem oka.
- Nie udawaj, Kally. Nie podoba ci się. - westchnęła.
- Mogło być gorzej. - zaczęłam machać rękami jak idiotka, szczerząc się od ucha do ucha. Mamie wyraźnie poprawił się humor i pomogła mi otworzyć bagażnik, gdzie znajdowały się moje rzeczy. Szkoda, że to była wymuszana radość. Na prawdę chciałam się cieszyć. Ale jest po prostu na odwrót.
Musiałam opuścić przyjaciół, (których nie miałam) chłopaka, (też nie miałam) i kochanych nauczycieli. (których akurat miałam, ale nie byli kochani).
Wzięłam walizkę do ręki, i otworzyłam drzwi. Cóż nie spodziewałam się jakiś luksusów, ale to było gorsze niż cokolwiek udało mi się wymyślić.
Był to wąski korytarz z ohydnymi, szarymi tapetami w czarne kwiaty. Okropność. Podłoga była cóż, ciekawa, ale kompletnie nie pasowała do... ścian. Była raczej zrobiona w stylu szachownicy... Masakra. A najgorsze było to, że wszędzie były świecie. Jezu. Czułam się jak jakaś księżniczka uwięziona w zamku.  W ohydnym zamku. Nie w takim co byłam 6 lat temu, w Disneylandzie.
-Dzień dobry. Państwo Hiuston jak dobrze wiem? - wprost na nas szła kobieta z blond włosami. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ostry makijaż. Nie źle.
Miała na sobie obcisłą sukienkę, która była w kolorze... neonowym. Matko boska, ile ona ma lat?!
- Tak. - odezwała się mama, która podała kobiecie ręke.
- Anna Fex, dyrektorka szkoły. - spojrzała na mnie. - A ty jesteś....
Zanim zdążyłam coś burknąć, mama powiedziała:
- Kalsay.
- Kally, wystarczy. - mruknęłam. Mama popatrzyła na mnie w stylu: Zamknij się.
Pani Fex zaczeła coś pisać w dzienniku.
- Kalsay Hiuston, 16 lat, urodziny 23 maja, zmiennokształtna w... - popatrzyła na mnie.
- Wilk. - burknęłam. A niby w co?
Dopisała i zamknęła  dziennik.
- Lizzy! - krzyknęła. Może to jakaś dziewczyna co pokazuje gdzie co jest?
Moim oczom ukazała się fioletowo-włosa, piękna dziewczyna. Wyglądała mniej więcej na 17 lat.
- To jest Lizzy, twoja współlokatorka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz